Blog
Kosmiczny internet

Kosmiczny internet

02.06.2021 r.

Dostęp do internetu jest coraz ważniejszym elementem naszej codzienności. Praca, zakupy, rozrywka – to wszystko można robić poprzez internet. Szczególnie ostatni rok pandemii i kolejnych lockdown-ów dobitnie nam to uświadomił.

Ale nie do każdego miejsca  może dotrzeć internet poprzez kable światłowodowe oferujące odpowiednia prędkość. Niektóre miejsca są za daleko od innych i nie opłaca się tam tworzyć infrastruktury. I właśnie dlatego pojawiła się konstelacja satelit, które mają przesyłać internet z kosmosu na Ziemię.

 

Starlink, bo o nim mowa, to system telekomunikacyjny tworzony przez SpaceX – firmę Elona Muska. Jego działanie oparte jest o system satelit umieszczonych na niskiej orbicie. Oznacza to, że sznury satelit poruszają się na wysokości 550 km nad Ziemią.

W Polsce w maju można było ich przelot obserwować na niebie. Wiele osób oglądało i rejestrowało to zdarzenie wrzucając potem relacje do internetu.

Na razie w przestrzeń kosmiczną, chociaż z uwagi na niską orbitę – na niewielką odległość, wysłano 1584 satelity. Ale w kolejnych okresach startować będą kolejne i docelowo ma ich się na orbicie znaleźć aż 12 tysięcy. SpaceX szacuje, że poziom ten uda im się osiągnąć już w 2027 roku. Satelity mają też być rozmieszczona na różnych wysokościach. Planowane są trzy: 340 km, 550 km i 1200 km. Pozwoli to na jeszcze lepsze przesyłanie danych.

Żeby satelity wyruszyły w swoją podróż potrzebne są rakiety Falcon 9, gdy to one wynoszą je w przestrzeń kosmiczną. Oczywiście satelity jak każde inne urządzenia mają określony okres żywotności i później przestaną działać. Ich okres pracy zaplanowany jest na 5 lat. Pod koniec swojej żywotności ma zejść z orbity wykorzystując swój własny napęd jonowy. Obniżanie orbity jest też możliwe ze względu na opór atmosfery szczątkowej na niskich orbitach. Pomoże to w opuszczeniu orbity tym satelitom, które w trakcie działania ulegną jakiejś awarii.

Jednak firma SpaceX zapewnia, że nie musimy obawiać się deszczu niedziałających satelit. Zaprojektowane są one bowiem tak, by w momencie spadania w całości spalać się w ziemskiej atmosferze.

Starlink nie jest jedynym projektem związanym z internetem kosmicznym. Chociaż jest projektem najgłośniejszym i najszerzej komentowanym. Jednak istnieją projekty konkurencyjne, które również starają się objąć swoim zasięgiem pewien zakres naszego nieba. Są to chociażby projekt OneWeb, projekt Athena czy autorski projekt Facebooka. Jednak na razie są one w tyle za propozycją SpeceX.

 

Jak to działa?

Każdy z satelitów zbudowany jest w taki sposób, by jak najłatwiej było go wysłać w przestrzeń kosmiczną i utrzymać na orbicie. Zarówno ich kształt jak i waga – 260 kg- temu sprzyjają. Zasilania urządzenia zapewnia pojedynczy panel słoneczny.

Każda satelita wyposażona jest też w odpowiednie urządzenia telekomunikacyjne. Są to cztery anteny szyku fazowego i dwie anteny paraboliczne. Pozwala to na odpowiednie odbieranie sygnały i przesyłanie na Ziemię, do odbiorców finalnych. W przyszłości planowane jest również dodanie urządzeń laserowych do komunikacji międzysatelitarnej.

Naziemny odbiorca sygnału musi zamontować na dachu lub balkonie antenę, która ten sygnał z satelity odbierze.

Im wyżej umieszczona satelita, tym jej obszar działania jest szerszy, ale też większe opóźnienia. Adekwatnie niżej położone satelity gwarantują szybsze działanie, jednak zakres ich pracy jest mniejszy.

Speedtesty wskazują, że obecnie Starlink osiąga prędkości na poziomie 542 Mb/s pobierania i 38,8 Mb/s wysyłania przy pingu 9 ms. SpaceX obiecuje, że już w tym roku internet przyspieszy do 300 Mb/s, a docelowo ma osiągać nawet 1 Gn/s.

Ale jak widać do takich prędkości jeszcze daleka droga. I jeszcze wiele urządzeń musi być w tym celu wysłanych w kosmos. Na razie ten kosmiczny internet nie dorównuje prędkości tym, które osiągalne jest ziemskimi metodami.

 

Ile to kosztuje?

Kosmiczny internet nie jest tani i niektórzy mówią, że ma kosmiczną cenę.

Elon Musk zapewnił, że oferta Starlink będzie miała jednakową cenę na całym świecie, a jedyne różnice mogą wynikać z dodatkowych podatków lokalnych.

Cena samego sprzętu to 499 USD. W Polsce daje to kwotę 2269 zł, do której doliczyć należy koszty dostawy w wysokości 276 zł. Do tego dochodzi abonament w wysokości 99 dolarów, co dla polskiego odbiorcy daje 449 zł.

O ile w USA pojawiają się programy mające na celu wspieranie w opłatach mniej zamożne osoby, to w Polsce na takie działania nie mamy co liczyć.

Starlink nie jest więc ofertą dla każdego, ale nie takie było założenie programu. Nie miał być on bowiem zastępstwem dla funkcjonujących naziemnie systemów, a oferować internet tam, gdzie lokalnie działający dostawcy internetu nie docierają. Takich obszarów wiele jest w obrębie samych Stanów Zjednoczonych. Tylko tam szacuje się, ze odbiorców Starink może być nawet milion.

Ale biorąc pod uwagę zasady działania systemu, prędkości, które osiąga i jego koszty  - pozostaje cieszyć się z tego, że to jedynie dodatkowa usługa dla tych, którzy nie mają szansy na podłączenie do internetu szerokopasmowego przez światłowód. W Polsce istnieją co prawda obszary, których okres podłączenia się przedłuża, jednak te „białe plamy” są na celu większości programów rządowych jak i tych z UE. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to do 2025 roku znikną z obszaru naszego kraju. A wtedy Starlink będzie jedynie opcją dodatkową dla tych, których będzie na to stać.